| Zamiast wyborczych miejsc dajcie nam czas! |
| 16.02.2011. | |
|
Lada chwila wejdzie w życie nowy Kodeks Wyborczy. Oprócz obwodów jednomandatowych wprowadza on także parytety dla kobiet. Od przyszłych wyborów każdy komitet na swoich listach będzie musiał mieć minimum 35% kobiet i co pewnie nie każdy wie co najmniej 35% mężczyzn. Wprowadzony kuchennymi drzwiami zapis jest kontrowersyjny, narusza bowiem konstytucyjną równość do uczestniczenia w życiu publicznym.
Dlaczego kobiet w polityce jest mniej? Czy można jednym zapisem zwiększyć ich liczbę w życiu publicznym? Ustawowy, niekonstytucyjny zapis wiele nie zmieni. Problem pogrzebany jest gdzie indziej. Kobiety nie angażują się w politykę, nie dlatego, że istnieje jakaś zmowa mężczyzn. Kobiety nie angażują się w politykę dlatego, że wymaga to dużego zaangażowania czasowego co prowadzi do poświęcenia życia rodzinnego. Kobiety w dużej mierze tego nie chcą i to jest ich święte prawo. Te które chciałyby się zaangażować nie zawsze mogą, dlatego że spełniają podwójną rolę: zawodową i opiekunki domowego ogniska. Jeśli chcemy, by kobiety, które się tym interesują, poszły do polityki, uwolnijmy ich czas!
Ciąża słonia to pikuś
Na dniach wchodzi w życie tzw. „ustawa żłobkowa”. Liberalizuje ona przepisy dotyczące opieki nad małymi dziećmi i otworzy możliwości tworzenia żłobków, klubików i innych form opieki nad maluchami. Do tej pory przepisy były bardzo restrykcyjne, a żłobki podlegały Ministerstwu Zdrowia. Ich funkcjonowanie było uwarunkowane drakońskimi wymogami, nic dziwnego, że mimo wielkich kolejek chętnych żłobki nie powstawały. Ustawa i oto mam żal do parlamentarzystów rodziła się znacznie dłużej niż zwyczajowe 9 miesięcy. Ba, dwukrotnie przekroczyła 22 miesięczny czas ciąży słonia. Pamiętam dokładnie debatę burmistrzowską w „Mechaniku” w styczniu 2008, podczas której kandydaci rozmawiali o potrzebie żłobka w Lęborku. Mieli wtedy nadzieję żłobek w Lęborku powstanie, bo prace nad ustawą dobiegały końcowi. Płonne nadzieje… Dlaczego o tym pisze? Czas to klucz do zwiększania obecności kobiet w polityce. By go dać kobietom potrzeba nowych przedszkoli i żłobków, sensownej polityki prorodzinnej, promowania aktywnego ojcostwa, partnerskiego modelu rodziny i elastycznego czasu pracy. Bez tego żadne sztuczne zapisy, parytety, nie zdadzą egzaminu. Będzie tak jak było. Paritas znaczy równość Jestem przeciwna jakimkolwiek parytetom w życiu publicznym. Równości nie byłoby wtedy, gdyby kobiety nie mogły głosować lub startować w wyborach. Te prawa mamy od 28 listopada w 1918r. dekretem Piłsudskiego „Wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel Państwa bez różnicy płci" oraz "Wybieralni do Sejmu są wszyscy obywatele (lki) państwa posiadający czynne prawo wyborcze”. Bez punktów za płeć też można Polskie kobiety kulturowo mają i miały bardzo silną pozycję, świetnie radzą sobie w życiu zawodowym, są statystycznie lepiej wykształcone. Sama jestem przykładem, że można bez punktów za płeć być aktywnym w życiu społecznym. Zdaje sobie też sprawę, że na obecnym etapie życia nie powinnam dla dobra rodziny robić kariery za wszelką cenę. Z podziwem przeplatanym niepokojem obserwuję aktywność młodej mamy posłanki, która zdecydowała się na kontynuowanie kariery poselskiej zaraz po urodzeniu dziecka, mieszkając w dodatku kilkaset kilometrów od Warszawy. Ma do tego oczywiście prawo, ja bym jednak tak nie mogła. Małe dziecko i rodzina są dla mnie najważniejsze. Mimo tego udaje mi się łączyć wszystkie te funkcje żony, matki, radnej, księgowej w dużej firmie. Byłam chyba jedyną radną która podczas kadencji urodziła dziecko. Mimo to, moja frekwencja na Sesjach i komisjach była bliska 100%. Jak znajduję na to wszystko czas? Nie jest łatwo, ale życie w ogóle nie jest łatwe. Mój dzień zaczyna się o 6 rano, kończy często po 23-tej. Mało oglądam telewizji, w tygodniu tylko wiadomości, w weekend i to raczej rzadko film, choć wolę kino lub koncert we „Fregacie”. Nie mam czasu na seriale, wolę poczytać, to bardziej ubogaca. Lubię pracować społecznie, tego bakcyla mam w genach. Dziadkowie działali społecznie przy kościele, oboje byli kościelnymi. Mama odkąd pamiętam zawsze pomagała innym, drzwi mojego rodzinnego domu zawsze były i są otwarte. W moim domu jest podobnie. Jak ktoś nie dzwoni, to przychodzi i rozwiązujemy różne problemy. Z mężem poznaliśmy się przez aktywność polityczną, on także jest mocno zaangażowany, głównie w życie sportowe Lęborka. Na wszystko co osiągnęłam zapracowałam sama, często będąc tą ostatnią której się chce. Do aktywności namawiam też inne kobiety. Raz chcą, raz nie chcą, mają do tego prawo. Nigdy jednak żadna nie powiedziała mi, że problemem jest dla nich męsko-damski konflikt o władzę i przywileje. Gender Studies – lewicowa utopia No właśnie, czy ta mityczna wojna płci w ogóle istnieje? W świetle prawa jesteśmy po prostu ludźmi. W wyborach ludzie wybierają ludzi, a nie mężczyźni mężczyzn czy kobiety inne panie. To fundament naszej demokracji. Ok, wiem że teraz modne jest nawiązywanie do „Gender Studies” - feministycznego poglądu który twierdzi że kobiety są ofiarami instytucjonalnie utrwalonej męskiej dominacji w społeczeństwie i kulturze. W tych wizjach kobieta zawsze jest ofiarą, a mężczyzna urodził się po to, by jej to życie utrudniać. Tę wizję świata usiłuje się teraz przenieść na życie polityczne. Kobiety, które wejdą do polityki z parytetu, to będą oczywiście czyste anioły. Oglądając obrady Sejmu wiem że to bajki. Przyznawanie specjalnych praw jednej grupie zawsze będzie powodem dyskryminacji drugiej grupy. Nie ma przecież żeńskiego kodeksu drogowego i męskiego kodeksu drogowego – mimo że są pewne różnice w naszym zachowaniu za kółkiem. Stworzono natomiast kodeks wyborczy, który wydziela uprzywilejowane pasy do Sejmu. Panie na lewo, panowie na prawo. Dlaczego w tym szaleństwie równouprawnienia (no właśnie czy 35% to jest równo?) nie posuniemy się dalej. Dlaczego nie specjalnie uprzywilejujemy ludzi młodych, starych, z wyższym wykształceniem lub ludzi o innej orientacji seksualnej? Oni też pewnie chcą swoich parytetów. Absurd. Jak w praktyce realizowana jest przez lewicę promocja kobiet na listach pokazują ostatnie wybory w Lęborku Pisałam o tym w październiku 2010r. w artykule "Statystycznie najmłodsi" Głosujmy na najlepszych W aktywności politycznej bowiem płeć nie jest najważniejsza. Najważniejsze są kwalifikacje, pracowitość i umiejętność słuchania i współpracowania z ludźmi. Nie chodzi o to, żeby na siłę kobiety weszły do polityki, ale żeby weszli tam kompetentni ludzie. Dlaczego nie możemy głosować po prostu na kompetentne osoby zamiast na kobiety i mężczyzn? Partia i tak ponad wszystko Czy kobiety odmieniają polską politykę? Chyba nie... Nie pamiętam ustaw ułatwiających życie kobietom, a będących wynikiem współpracy parlamentarzystek różnych opcji politycznych ponad głowami przywódców. Niestety partyjność i frakcyjność zwyciężają. Ile kobiet by w parlamencie nie było, to będą głosowały zgodnie z wytycznymi partyjnych liderów. Smutna prawda… |